Obcy: Przymierze (2017)

Jak poprzedniego dnia zapowiadałem dzisiaj napisze co nieco o najnowszej odsłonie serii „Obcy”. Ta seria jest z nami już od 38 lat oraz były filmy lepsze i gorsze. Teraz ocenimy dzieło, które miało poprawić błędy poprzednika i który był swoistym przerostem formy nad treścią. Jak będzie tym razem? Czy Scott nauczył się  na błędach? Zaraz się przekonamy.

Reżyserem jest nie kto inny jak oczywiście Ridley Scott, który poza maczaniem palców w serii Obcy zajmował się produkcją takich filmów jak: „Gladiator”, „Marsjanin”, „Łowca Androidów”.
Statek osadniczy „Przymierze” dociera na nieznaną planetę, która wydaje się prawdziwym rajem dla człowieka. Członkowie ekspedycji szybko się jednak przekonują, że trafili do mrocznego, pełnego tajemnic i zagadek świata, którego jedynym mieszkańcem jest android David, ocalały z katastrofy „Prometeusza”. Gdy odkrywają, że świat ten kryje w sobie niewyobrażalne zagrożenie, muszą podjąć przerażającą próbę ucieczki.

Z miejsca mogę zapewnić, że nie jest to w żadnym wypadku rozczarowanie, co więcej jest to ogromny krok do przodu w stosunku do poprzednich części (nie licząc pierwszych dwóch). Dlaczego zapytacie?
Pierwszą sprawą jest gęsty klimat, który utrzymuje się bardzo długo. Ten film momentami jest naprawdę straszny, a projekt wczesnych stadiów Obcego jest  dość imponujący. Pochwalić muszę również fabułę, która się poprawiła i nie zamierza nam wcisnąć żadnych filozoficznych bredni, tylko stara się nas straszyć i zaszokować. Jeśli chodzi o aktorstwo to pochwalić muszę dwóch aktorów występujących w tym filmie. Po pierwsze: Michael Fassbender, który był kolejny raz fenomenalny w roli androida. Po drugie: Danny McBride, który pokazał, że potrafi grać nie tylko w komediach.

Jeśli chodzi o warstwę techniczną to film również nie pozostawia żadnych złudzeń. Muzyka jest bardzo dobra i jak również miła dla ucha. Zdjęcia i efekty specjalne są na wysokim poziomie co zawsze było wyznacznikiem jakości filmów Ridleya.
Czy coś zatem poszło nie tak? Niestety tak. Zdarzają się sceny, które odkrywają brak pomysłu na rozwój Obcego, więc momentami bohaterowie pokazują swoją głupotę. No właśnie. Większość naszych bohaterów można również potraktować jako „mięso armatnie”, ponieważ nie mają zbyt zarysowanej osobowości co za tym idzie ciężko im kibicować. Niestety częściowo jest to wina aktorów, którzy nie licząc wyjątków są po prostu bez wyrazu. Dla przykładu Głowna bohaterka jest piekielnie irytująca i momentami ciężko zauważyć scenę, w której by nie płakała.
Czy zatem jest to dobry film? Dla mnie tak, ale słyszałem głosy, że nie każdemu ten powrót do starej formuły pasuje. Co więcej, wielu twierdzi, że film nie poprawił błędów poprzednika co uważam za niesłuszne. Zgodzę się jednak z tym, że Scott ma daleką drogę do powrotu do formy z pierwszej części, więc jeśli oczekiwaliście powrotu do korzeni to tego nie znajdziecie. A reszcie, która lubi horrory polecam, bo po prostu warto.
Czas filmu: 122 min
Gatunek: Thriller,Sci-Fi
Reżyseria: Ridley Scott
Scenariusz: John Logan,Dante Harper
Obsada: Michael Fassbender,Katherine Waterston,Billy Crudup,Danny McBride
Muzyka: Jed Kurzel
Zdjęcia: Dariusz Wolski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*